Akademia Smaku Sokołów – Brofaktura Siedlce

Taki początek tygodnia mogłabym mieć zdecydowanie częściej. 7 sierpnia tego roku miałam przyjemność uczestniczenia w wyjątkowym spotkaniu blogerów kulinarnych organizowanym przez markę Sokołów oraz KUKBUK. Zaraz po zbiórce w Warszawie nasz blogerski autokar wyruszył w drogę do niezwykłego miejsca jakim jest Brofaktura Siedlce.

Jest to niewielki browar restauracyjny, znajdujący się około 1,5 godziny drogi od Warszawy. Wnętrze budynku robi niesamowite wrażenie. Wielki bar rozciągający się wzdłuż jednej z najdłuższych ścian, otwarta kuchnia, drewniane stoliki i dwie ogromne kadzie zacierne służące do produkcji piwa. Stoją majestatycznie i spoglądają z podwyższenia na całą część restauracyjną.

Dzięki Panu Bartłomiejowi Imielińskiemu, który jest głównym piwowarem mogliśmy poznać wszystkie szczegóły dotyczące procesu warzenia naszego polskiego złotego trunku. Mimo tego, iż browar jest niewielki uwarzono w nim już około 20 różnych gatunków piwa, gdzie każde z nich stanowiło unikalną i niepowtarzalną recepturę stworzoną przez Pana Bartłomieja.

Nie obyło się oczywiście bez degustacji specjalności Brofaktury. Mogliśmy spróbować takich piw jak:

  • Roskoszne – bardzo lekkie, orzeźwiające pszeniczne piwo. Czuć w nim delikatna nutę banana, goździków, chleba i przypraw korzennych. To piwo bardzo zasmakowało Piotrkowi;
  • Kupieckie – lekko goryczkowe i bardzo rześkie, produkowane ze słodu pilzeńskiego, wyczuwa się z nim lekka nutę herbatników;
  • Sir Szyszunia –polish brown porter z prażonym jaśminem. Jak dla mnie zdecydowany faworyt. Ciemne, lekko słodkie piwo z delikatnym posmakiem jaśminu. Majstersztyk!
  • This is Mlecyk – jasne piwo pszeniczne z dodatkiem naszego polskiego mniszka lekarskiego. Brofaktura Siedlce jest pierwszym browarem, który wypuścił na rynek taki gatunek piwa. Pyszne, lekkie piwo, idealne na upalny dzień. Drugi zdecydowany faworyt Piotrka.

Oprócz piwa uraczono nas również pysznym jedzeniem 🙂

Piwa produkowane przez Brofakturę dostępne są tylko w rejonie Warszawy, więc jeśli macie rodzinę lub znajomych w Warszawie poproście by któreś Wam kupili i wysłali. Nie są one drogie jak na piwo niszowe, bo kosztują coś około 5 zł, a smak jest powalający.

Najedzeni oraz ucieszeni możliwością degustacji takich trunków wyruszyliśmy do siedziby Akademii Smaku Sokołów w Woli Suchożebrskiej. Tam, jak się okazało później czekała nas dalsza degustacja piwa oraz wspaniałego jedzenia przygotowywanego przez głównego szefa kuchni Dominika Moskalenko oraz Dariusza Łęczyckiego. Na początku Dominik pokazał nam dokładnie jak poprawnie rozebrać mięso, po porcjować je i przygotować do pieczenia na grillu by było soczyste, miękkie i delikatne. Musze przyznać, że patrząc na to jak Dominik operował nożem jestem pod wielkim wrażeniem. Niesamowita precyzja i pewność.

W tak zwanym między czasie odpoczywaliśmy na leżakach w promieniach sierpniowego słońca, rozmawiając, śmiejąc się i wymieniając spostrzeżeniami na temat blogowania, jedzenia i wielu innych spraw. Była to świetna możliwość poznania ciekawych ludzi jak np. Wiola z bloga Słodki Zapach Malin oraz Asia z bloga Grunt to przepis.

Dominik czarował dla nas swoje specjały, a my mogliśmy spróbować trzech różnych gatunków piwa:

  • Noa Pecan Mud Cake – Russian Imperial Stout; produkowany w szwedzkim browarze Omnipollo. Noa Pecan zaserwował nam w swoim zapachu ogromną ilość pralinek, wanilii,  gorzkiej czekolady, likieru kawowego, orzechów. Zapach był cudownie słodki, zachęcający do jak najszybszego wzięcia pierwszego łyku. Po zdegustowaniu wyczuwalne były nuty kawy oraz lekka słodycz w tle, co sprawiało, że piwo nie było typowo słodkie i zalegające, ale miało też nutę wytrawności. Wiele osób było zaskoczonych faktem, że miało ono aż 11% alkoholu, ponieważ dzięki świetnemu balansowi, był on na początku niemal niewyczuwalny.
  • Lindemans Framboise – przedstawiel stylu fruit lambic. Framboise to nic innego, jak lambic z malinami. Lambiki to piwa regionalne, produkowane od wieków w Belgii. Wytwarza się je ze słodu jęczmiennego z dodatkiem niesłodowanej pszenicy. Ciekawostka jest tutaj to, ze piwo ni jest chmielone. To, co przykuło uwagę po nalaniu Framboise’a to jego barwa oraz zapach. W smaku dokładnie to, czego można się było spodziewać, czyli maliny, maliny i jeszcze raz cudownie słodkie, pachnące maliny w połączeniu z oryginalną kwaśnością lambika – idealny wybór na ciepłe, sierpniowe popołudnie.
  • Maverick – piwo w stylu American Pale Ale. Po przelaniu piwa okazało się, że ma piękny, żółty kolor oraz jest mętne. W zapachu wyczuwalne były nuty cytrusowe, a także delikatna śmietankowość. Browar Rockmill pokusił się jednak o dosyć nietypowe dodatki. W ich piwie pojawił się jeszcze sok z cytryny oraz laktoza. Cytryna, grejpfrut, pomarańcza, ananas, mango – niektórzy z gości czuli w piwie również np. kwiaty bzu. To zdecydowanie zasługa amerykańskich chmieli, a goryczkę, którą przy okazji dają chmiele, świetnie wyłagodziło dodanie laktozy.

Uprzejmie dziękuję Wioli z bloga Słodki Zapach Malin za udostępnienia zdjęć, a Rafałowi Batorowiczowi za udostępnienie tekstu o piwie na potrzeby tego posta 🙂 Jesteście wspaniali 🙂

Nasze spotkanie zakończyliśmy degustacją trzech pysznych potraw w składzie: orientalny szaszłyk z rostbefu wołowego, marynowane w piwie grillowane polędwiczki oraz burger z sezonowanej wołowiny z cukinią grillowaną z oliwą truflową. Niebo w gębie! Mięso było delikatne, lekkie, bardzo dobrze przyprawione a dodatki idealnie komponowały się z nim. Można było również spróbować wyrobów firmy Sokołów jak np. chipsy z szynki.

Dzień upłynął niesamowicie szybko, ale jednocześnie wesoło i bardzo przyjemnie. Wyśmienite piwo, dobre jedzenie i wspaniali ludzie. Nic dodać nic ująć! Dziękuje za zaproszenie i oby do następnego spotkania 🙂

Written by

Dodaj komentarz